Przerażająca książka. A przy tym świetna. Dowodzi, że Szwecja wcale nie jest rajem, za który wielu ją uważa, że ma swoje mocno nieciekawe strony. Oraz pokazuje, że każdy, nawet najlepszy w swych założeniach pomysł, może zostać kompletnie spartaczony przez niewłaściwe wykonanie, ludzką głupotę i krótkowzroczność.
Pretensjonalny styl, tanie doszukiwanie się sensacji (kilka stron po tym, jak autorka pisze, że nie będzie przytaczać jakiejś plotki, skwapliwie ją przytacza), cała masa powtórzeń, masa sprzeczności (nawet w obrębie kilku akapitów), regularne mylenie wieku opisywanych osób. A na dodatek książka w równej mierze co o kobietach, jest też o mężczyznach.
Pretensjonalny styl, cała masa powtórzeń, sporo dyrdymałów wyssanych z palca. A przede wszystkim książka jest znacznie bardziej o Stalinie i jego otoczeniu niż o Swietłanie Alliłujewej.
I znowu wszystkie typowe elementy warsztatu twórczego pana Słowińskiego, czyli kopiuj-wklej z Wikipedii, kopiuj-wklej z innych swoich książek, sporo wymysłów wyssanych z palca, parę błędów merytorycznych.
Mamy tu wszystkie typowe elementy warsztatu twórczego pana Słowińskiego, czyli kopiuj-wklej z Wikipedii, kopiuj-wklej z innych swoich książek, sporo wymysłów wyssanych z palca, parę błędów merytorycznych.
Mamy tu wszystkie typowe elementy warsztatu twórczego pana Słowińskiego, czyli kopiuj-wklej z Wikipedii, kopiuj-wklej z innych swoich książek, sporo wymysłów wyssanych z palca, parę błędów merytorycznych.